02/03/2026 • Aktualizacja: 15/08/2026 • Ziemowit Ochapski

Zanim został mistrzem świata w trzech kategoriach wagowych i zanim zaczął zdobywać kolejne pasy w zawrotnym tempie, był przede wszystkim projektem swojego ojca.
Spis treści
Wasyl Łomaczenko przyszedł na świat 17 lutego 1988 roku w Białogrodzie nad Dniestrem. Jego tata Anatolij prowadził go od najmłodszych lat, ale najpierw były tradycyjne ukraińskie tańce, potem gimnastyka, a dopiero na końcu ring. Dzięki temu potrafił później pokonywać rywali nie tylko ciosami.
– Mój ojciec jest trenerem boksu, a wcześniej pracował również jako nauczyciel – mówi w rozmowie z serwisem „Boxing Talk”. – Mama z kolei jest trenerką gimnastyki, więc sport od zawsze był obecny w naszej rodzinie. Ojciec w młodości sam uprawiał boks amatorski.
– Jem i piszę prawą ręką, ale w ringu walczę z odwrotnej pozycji – dodaje. – Kiedy zaczynałem trenować, ojciec ustawił mnie właśnie w pozycji mańkuta i tak już zostało.
Bilans Wasyla na amatorstwie wygląda jak błąd w systemie: 396 zwycięstw i tylko jedna porażka, za którą potem dwukrotnie się zrewanżował. W 2008 roku wygrywa olimpijskie złoto w Pekinie i dostaje Trofeum Vala Barkera. W 2012 bierze drugie złoto w Londynie.
Kiedy przechodzi na zawodowstwo, nie bawi się w powolne budowanie nazwiska. W drugiej walce idzie po pas WBO kategorii piórkowej. I właśnie tam dostaje swój pierwszy „dorosły” policzek. Orlando Salido nie zrobił wagi, wniósł do ringu przewagę fizyczną, a starcie było pełne brzydkich momentów – ciosów poniżej pasa i fauli, które uchodziły Meksykaninowi płazem. Łomaczenko przegrywa niejednogłośnie.
Jednak „Hi-Tech”, jak go nazywają, nie robi z siebie ofiary. Mówi, że sam nie wykonał planu. Że wróci lepszy. To jest jego charakter: nawet kiedy ring jest krzywy, on kieruje narrację na siebie.
– Po zdobyciu olimpijskiego złota postawiłem sobie za cel zostać najlepszym bokserem na świecie bez podziału na kategorie wagowe – mówi w wywiadzie dla serwisu olympics.com. – Trenuję bardzo ciężko, bo w każdej walce chcę pokazać pełnię swoich umiejętności. Do każdego pojedynku przygotowuję się na sto procent. Nie do mnie należy ocenianie, kto jest najlepszy. Nie zależy mi na sławie, chcę po prostu być najlepszy w boksie. Muszę osiągnąć swój cel, bez względu na wszystko.
Wraca. W swojej trzeciej zawodowej walce zdobywa pas WBO w wadze piórkowej. A potem zaczyna się to, za co kibice go pokochali: tempo, ręce jak błyskawica i nogi jak metronom. 11 czerwca 2016 roku w Nowym Jorku nokautuje Romana Martineza i sięga po pas WBO w kategorii superpiórkowej.
Kolejni rywale nie zawsze padają na deski – często po prostu nie wychodzą do kolejnej rundy. Nicholas Walters, Jason Sosa, Miguel Marriaga, Guillermo Rigondeaux. Łomaczenko żartuje, że może powinien się nazywać „No Mas Chenko”, ale ten żart ma drugie dno – on potrafił odebrać ludziom wiarę, że da się go złapać.
12 maja 2018 roku w Madison Square Garden w starciu o pas WBA wagi lekkiej Jorge Linares go przewraca, a on i tak kończy walkę ciosami na tułów – tym słynnym uderzeniem w wątrobę. Rekord – najszybszy mistrz świata w trzech kategoriach, potrzebował do tego zaledwie 12 walk.
– Żeby osiągnąć naprawdę wysoki poziom w ringu, trzeba rozwijać się zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym – tłumaczy na łamach „Guardiana”. – Jeśli chcesz odnieść sukces jako bokser, wszystkie te elementy muszą funkcjonować na najwyższym możliwym poziomie.
Potem przychodzą unifikacje i obrony, aż wreszcie Teófimo López i druga zawodowa porażka – taktyczna i bolesna. A później szybka odbudowa i Devin Haney – przegrana, o której do dziś się mówi, bo wielu widziało tam zwycięstwo Ukraińca.
– On wie, że przegrał tę walkę. Jego ojciec też wie, co się wydarzyło – grzmi Łomaczenko w rozmowie z „ESNEWS”. – Wy i wszyscy inni słyszeliście, co powiedział w narożniku po dziewiątej rundzie. Wiele osób mówi też o dwunastej rundzie. Przegrałem ją, ale nie musiałem jej wygrać. Wiedziałem już, że mam tę walkę po swojej stronie, bo wcześniej wygrałem wiele rund. W ostatniej chciałem po prostu zachować siły i bezpiecznie doprowadzić pojedynek do końca.
24 lutego 2022 jego świat wywraca się do góry nogami. W obliczu zbrojnej agresji Rosji „Hi-Tech” wraca do ojczyzny i dołącza do obrony terytorialnej. Nagle tytuły i plany sportowe przestają być najważniejsze.
12 maja 2024 roku w Perth domyka wreszcie swoją karierę. Wygrywa z George’em Kambososem Jr. przez TKO w jedenastej rundzie i bierze pasy IBO oraz IBF w kategorii lekkiej.
– Mój plan zakładał przede wszystkim dostosowanie się do rywala – powiedział po walce. – Dokładnie to robiłem w ringu. Wiedziałem też, że końcówki rund muszę rozgrywać mocno. W trzech ostatnich rundach starałem się coraz częściej atakować tułów. Bardzo ciężko pracowaliśmy na ten moment.
Rok później Wasyl Łomaczenko ogłasza sportową emeryturę. Dziękuje za zwycięstwa i porażki. Mówi o ojcu, który uczył go nie tylko boksu, ale też bycia wzorem do naśladowania.
Jestem publicystą sportowym z ponad 20-letnim doświadczeniem, specjalizującym się m.in. w historii bosku. Piszę o legendach pięściarstwa, rekordach i przełomowych walkach. Jestem autorem książek sportowych, tworzę serwis legendysportu.pl i przez wiele lat współpracowałem z WP SportoweFakty. W swoich tekstach stawiam na rzetelność i pasję - łączę dziennikarskie doświadczenie z głębokim zamiłowaniem do historii boksu, aby pokazać, jak dawni mistrzowie kształtowali oblicze dyscypliny, którą kochamy.
Dodaj komentarz