19/04/2026 • Aktualizacja: 13/09/2026 • Ziemowit Ochapski

Nie jest grzecznym chłopakiem. Zanim trafił na ring, już potrafił się bić, tylko że bez zasad. Ma za sobą dom dziecka, uliczne bójki i półtora roku w więzieniu. Ma też zwycięstwo nad Tomaszem Adamkiem i walkę o mistrzostwo świata wagi ciężkiej z Deontayem Wilderem.
Spis treści
Artur Szpilka urodził się 12 kwietnia 1989 roku w Wieliczce. Ojca stracił, gdy miał trzy lata. Później, kiedy jego mama i ojczym trafili do więzienia, opiekę nad nim oraz rodzeństwem przejęła babcia. Jak opowiadał po latach, była uzależniona od alkoholu i w końcu uznała, że nie daje sobie rady. Wtedy trafił do domu dziecka.
– Przeżywaliśmy bardzo trudny czas. To był chyba najtrudniejszy moment, jaki przeżyłem. I nie jest łatwo o tym mówić – przyznawał w rozmowie z Dariuszem Faronem z „WP SportoweFakty”.
„Szpila”, jak go nazywają, do dziś pamięta przyjazd policji, płacz i niezrozumienie tego, co się dzieje. Początkowo miał żal do matki. Kiedy po wyjściu z więzienia zabrała dzieci do siebie, nie chciał się do niej odzywać. Potem ją przytulił i oboje się rozpłakali. Po latach mówił, że dopiero z czasem zrozumiał jej sytuację.
Jako nastolatek próbował różnych sportów, w tym boksu, ale długo nie mógł znaleźć swojego miejsca. W pewnym momencie zszedł na złą drogę – uliczne bójki, środowisko pseudokibiców i życie na krawędzi. Ale to właśnie wtedy ktoś zobaczył w nim coś więcej. Władysław Ćwierz poznał go jako dwunastolatka, kiedy Artur pojawił się na treningach Górnika Wieliczka. Pierwsza przygoda z boksem nie trwała długo. Do ponownego spotkania doszło, gdy Szpilka chciał się bić z innym chłopakiem na szkolnym boisku. Trener dał im rękawice i kaski, po czym Artur powalił przeciwnika.
– To był bardzo sprawny chłopak, którego wszędzie było pełno. Rzucał się w oczy na treningu. Wszędzie wodził prym. Taki wodzirej – wspominał Ćwierz w rozmowie z Tomaszem Kalembą na łamach „Onetu”.
Szpilka wrócił do boksu, tym razem na poważnie. Pobyt w domu dziecka nie oznaczał końca treningów. Na zajęcia przywoził Artura ksiądz związany z placówką, który sam interesował się boksem.
Szybko pokazał, że ma talent. Jako amator zdobył mistrzostwo Polski seniorów, został wicemistrzem Europy kadetów i dotarł do ćwierćfinału mistrzostw świata juniorów. Marzył o igrzyskach w Pekinie. Nie wywalczył jednak kwalifikacji i zdecydował się przejść na zawodowstwo. Ćwierz namawiał go, żeby poczekał do kolejnych igrzysk, ale bez skutku.
Zadebiutował 18 października 2008 roku w Zabrzu. Wygrał pięć pierwszych walk, ale jego droga nie była prosta. 23 października 2009 roku, dzień przed planowanym pojedynkiem z Wojciechem Bartnikiem, został zatrzymany przez organy ścigania. Powodem była wcześniejsza bójka przed dyskoteką w Wiśniowej. Zamiast kolejnej walki przyszło półtora roku za kratami.
Najpierw przebywał w Krakowie, później w Tarnowie. Na wolność wyszedł 22 kwietnia 2011 roku. Jeszcze podczas odsiadki mówił, że ćwiczy pompki i walkę z cieniem. Do normalnego treningu warunków nie miał, ale planował powrót.
– Kładąc się spać myślę o boksie, jak to wszystko poukładać sobie jak wyjdę. Jak wyjdę to „ogień z dupy”, biorę się za ostry trening – zapowiadał w wywiadzie dla „Tok Sport”.
Po wyjściu przeszedł z kategorii junior ciężkiej do ciężkiej. Zaczął budować swoją pozycję – efektowny, ofensywny i nieprzewidywalny. W pierwszej walce z Mikiem Mollo w lutym 2013 roku dwukrotnie był liczony, ale w szóstej rundzie sam znokautował Amerykanina. W rewanżu znów podnosił się z desek i znów wygrał przed czasem. Pod koniec 2013 roku był już czternasty w rankingach WBA i WBC.
Pierwsza porażka przyszła w styczniu 2014 roku. Bryant Jennings zatrzymał go w dziesiątej rundzie pojedynku w nowojorskim Madison Square Garden Theater.
Na gali 8 listopada 2014 roku w Krakowie pokonał jednogłośnie Tomasza Adamka. Sędziowie punktowali 96:94, 96:94 i 98:92. Tamta walka wyniosła go na salony.
Później wyjechał do Houston. Jego amerykański promotor Leon Margules podkreślał, że przez miesiące pracy w Stanach Szpilka poprawił obronę, stał się bardziej zdyscyplinowany i urozmaicił atak.
16 stycznia 2016 roku „Szpila” stanął przed największą szansą. Walka o mistrzostwo świata WBC wagi ciężkiej z Deontayem Wilderem w Barclays Center na Brooklynie.
Przez osiem rund sprawiał mistrzowi problemy. Ruszał się, unikał ciosów, zmuszał Amerykanina do pudłowania. W dziewiątej odsłonie jeden prawy „Bronze Bombera” zmienił wszystko. Ciężki nokaut, nosze i szpital.
– Artur zdecydowanie był mocnym rywalem, postawił twarde warunki. Zrobił wszystko, co mógł. Moje modlitwy są z nim – mówił Wilder po pojedynku, cytowany przez „Polsat Sport”.
Szpilka wracał jeszcze kilka razy. Były zwycięstwa, w tym nad Mariuszem Wachem, były też bolesne porażki – z Adamem Kownackim czy Derekiem Chisorą.
Próbował również powrotu do kategorii junior ciężkiej. W marcu 2020 roku pokonał na punkty Siergieja Radczenkę, ale werdykt wywołał duże kontrowersje.
30 maja 2021 roku w Rzeszowie zmierzył się z Łukaszem Różańskim. Najpierw sam posłał rywala na deski, później trzykrotnie padał po jego ciosach. Wszystko skończyło się jeszcze w pierwszej rundzie i był to jak do tej pory ostatni zawodowy pojedynek bokserski Szpilki. Jego bilans to 24 zwycięstwa (w tym 16 przed czasem) i pięć porażek.
„Szpila” zdecydował się na zmianę. W 2022 roku przeszedł do MMA i związał się z KSW. W debiucie, 18 czerwca w Toruniu, ponownie spotkał Radczenkę. Tym razem zwyciężył bez kontrowersji – Ukrainiec poddał się po ciosach w parterze w drugiej rundzie.
Po czasie przyznał, że zbyt długo oceniał własną wartość wyłącznie przez boks. Po zmianie dyscypliny nie chciał już narzucać sobie takiej presji.
– Ale teraz chcę się tym dobrze bawić. To ma sprawiać mi radość. Nic nie muszę. Mogę – mówił w wywiadzie dla „Interii”.
Foto: Wikimedia Commons CC BY 3.0
Jestem publicystą sportowym z ponad 20-letnim doświadczeniem, specjalizującym się m.in. w historii bosku. Piszę o legendach pięściarstwa, rekordach i przełomowych walkach. Jestem autorem książek sportowych, tworzę serwis legendysportu.pl i przez wiele lat współpracowałem z WP SportoweFakty. W swoich tekstach stawiam na rzetelność i pasję - łączę dziennikarskie doświadczenie z głębokim zamiłowaniem do historii boksu, aby pokazać, jak dawni mistrzowie kształtowali oblicze dyscypliny, którą kochamy.
Dodaj komentarz