15/03/2026 • Aktualizacja: 15/08/2026 • Ziemowit Ochapski

Choć panował krótko, to zapisał się w historii jako jeden z zaledwie siedmiu leworęcznych mistrzów świata wagi ciężkiej. Zdobył srebro olimpijskie, sięgnął po pas WBO i zakończył zawodową karierę z tylko jedną porażką – poniesioną w walce unifikacyjnej z Władimirem Kliczką
Spis treści
Sułtan Ibragimow urodził się 8 marca 1975 roku. Wywodzi się z Dagestanu i jest z pochodzenia Awarem. Boks zaczął trenować stosunkowo późno – dopiero w wieku 17 lat, gdy przyjechał do Rostowa nad Donem i rozpoczął naukę na tamtejszej uczelni. Jego talent szybko zauważono, a jednym z jego mentorów został znany działacz rosyjskiego boksu – Ramazan Abaczarajew.
– W 1997 roku po raz pierwszy pojechałem na zgrupowanie reprezentacji Rosji do Rostowa nad Donem. Sam za nie zapłaciłem. A właściwie pomogła mi w tym rodzina Abaczarajewów, za co jestem im ogromnie wdzięczny – wspomina w rozmowie z serwisem midag.ru.
– Podczas sparingów i luźniejszych walk byłem jeszcze młody, niewiele rozumiałem i po prostu szedłem na wojnę z każdym – dodaje. – Brałem na siebie ogromne obciążenia. Trener Nikołaj Chromow to zauważył. Zaczął zabierać mnie na zgrupowania, a później wysłał do Stanów Zjednoczonych na mecz międzypaństwowy. Poczułem, że zwrócił na mnie uwagę.
– Później, w 1999 roku, przed mistrzostwami Rosji podszedł do mnie i powiedział: „Musisz zostać mistrzem”. To była dla mnie ogromna motywacja. Nie codziennie sam Chromow podchodzi do ciebie i mówi coś takiego. Był człowiekiem oszczędnym w słowach – powiedział kilka zdań i odszedł. Wygrałem wtedy finał, a później w hotelu mnie pochwalił. Powiedział, że boksowałem jak arcymistrz. Od tego momentu zaczął otaczać mnie szczególną opieką i przygotowywać do igrzysk.
Jako amator Ibragimow w 2000 roku zdobył srebrny medal olimpijski w Sydney w wadze ciężkiej, przegrywając w finale z legendarnym Kubańczykiem Félixem Savónem. Wcześniej sięgnął również po srebro mistrzostw Europy, a rok później wywalczył brąz mistrzostw świata.
– Tak naprawdę ten finał wygrałem – przywołuje werdykt z Sydney. – Savón miał rozcięcie, a takie walki zazwyczaj się przerywa. Dla naszej reprezentacji już sam mój awans do finału był wielkim sukcesem, bo o Savónie mówiło się jak o legendzie. Wszyscy uważali, że jest nie do pokonania. Jeszcze przed walką ludzie właściwie gratulowali mi… drugiego miejsca.
– Ja jednak wiedziałem, że można go pokonać – dodaje.- W pierwszej rundzie, kiedy zabrzmiał gong, przypadkowo go uderzyłem, a on odpowiedział jeszcze mocniej. Mnie za to ukarano dwoma punktami, a jemu je przyznano. Mówiono mi, że MKOl chce promować największe gwiazdy poszczególnych dyscyplin. Savón był już dwukrotnym mistrzem olimpijskim i uważałem, że sędziowanie mu sprzyjało. Później walka właściwie była już przegrana. On uciekał, a ja go goniłem. Zresztą nie chciałbym zostać mistrzem w taki sposób.
Na zawodowstwo przeszedł w 2002 roku. Karierę rozpoczął bardzo efektownie – pierwsze walki wygrywał szybko, często przed czasem, budując reputację jednego z najbardziej utalentowanych ciężkich młodego pokolenia. W kolejnych latach pokonywał coraz mocniejszych rywali, m.in. Ala Cole’a, Zuriego Lawrence’a czy Lance’a Whitakera, stopniowo pnąc się w rankingach.
Przełom nastąpił w 2007 roku. 2 czerwca w Atlantic City Ibragimow pokonał na punkty Shannona Briggsa i zdobył pas mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBO. Leworęczny Rosjanin imponował szybkością i mobilnością, dzięki którym potrafił neutralizować znacznie cięższych rywali.
Jeszcze w tym samym roku obronił tytuł, wygrywając jednogłośnie na punkty z legendarnym Evanderem Holyfieldem. Walka była jednostronna, a Ibragimow kontrolował przebieg pojedynku przez większość rund, skutecznie punktując starszego rywala.
23 lutego 2008 roku doszło do walki unifikacyjnej z mistrzem IBF i IBO Władimirem Kliczką w nowojorskiej Madison Square Garden. Pojedynek był bardzo taktyczny – obaj pięściarze unikali ryzyka. Wyższy i dysponujący większym zasięgiem Ukrainiec kontrolował dystans i wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Była to pierwsza i jedyna porażka Rosjanina w zawodowej karierze.
– Byliśmy do tego pojedynku bardzo dobrze przygotowani – wraca do tamtych chwil. – Nastawialiśmy się na boks z kontry i czekaliśmy przede wszystkim na jego prawą rękę, bo większość walk kończył prawym prostym. Trzeba jednak oddać mu sprawiedliwość. Jego nieżyjący już trener Emanuel Steward przygotował taktykę niezwykle profesjonalnie. Przez siedem rund Kliczko ani razu nie wyprowadził prawej ręki w taki sposób, na jaki czekaliśmy.
– Dla mnie to była bardzo brudna walka – dodaje. – Oni [zespół Kliczki] odebrali jej całe piękno. W ogóle nie zamierzali wdawać się w otwartą wymianę. Kliczko w tamtym okresie unikał prawdziwej bijatyki, bał się jej. A kiedy przeciwnik nie chce podjąć walki, a jednocześnie jest od ciebie większy i ma dłuższe ręce, wszystko staje się dla niego dużo łatwiejsze. Dlatego mniej więcej w połowie pojedynku zdałem sobie sprawę, że go przegram. Nie widziałem później sensu w domaganiu się rewanżu.
Po tamtym starciu Sułtan Ibragimow nie wrócił już do ringu. W 2009 roku oficjalnie zakończył karierę, a jedną z głównych przyczyn jego decyzji były przewlekłe problemy z lewą ręką i liczne złamania, które utrudniały treningi.
– Byłem wtedy u wszystkich najbardziej znanych lekarzy, nawet u takich, którzy pracowali jeszcze w czasach Muhammada Alego – tłumaczy. – Niektórzy proponowali operację, ale nikt nie dawał gwarancji, że po niej będzie lepiej. Wszystko przeanalizowałem i zdecydowałem się odejść z boksu. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Po walce z Kliczką moja kariera i tak raczej nie poszłaby już w górę.
– Zawsze ważyłem za mało jak na wagę ciężką i byłem mniejszy od większości rywali – dodaje. – Jeśli oni trenowali dwa razy dziennie, ja musiałem trenować trzy razy, żeby dorównać im pod względem masy i umięśnienia. Dlatego uznałem, że czas się zatrzymać.
Jestem publicystą sportowym z ponad 20-letnim doświadczeniem, specjalizującym się m.in. w historii bosku. Piszę o legendach pięściarstwa, rekordach i przełomowych walkach. Jestem autorem książek sportowych, tworzę serwis legendysportu.pl i przez wiele lat współpracowałem z WP SportoweFakty. W swoich tekstach stawiam na rzetelność i pasję - łączę dziennikarskie doświadczenie z głębokim zamiłowaniem do historii boksu, aby pokazać, jak dawni mistrzowie kształtowali oblicze dyscypliny, którą kochamy.
Dodaj komentarz