19/03/2026 • Aktualizacja: 27/08/2026 • Ziemowit Ochapski

Na kartach historii zapisał się jako jeden z nielicznych polskich pięściarzy wagi ciężkiej, którzy dostali szansę walki o zawodowe mistrzostwo świata.
Spis treści
Albert Sosnowski urodził się 7 marca 1979 roku w Warszawie. W młodości wcale nie planował zostać bokserem – trenował piłkę nożną, a później zajął się kick-boxingiem. W tej dyscyplinie czuł się znakomicie, zostając w 1996 roku mistrzem Europy juniorów. Dopiero później zdecydował się na wielką zmianę i przejście do zawodowego boksu, pomijając klasyczną drogę przez boks olimpijski.
Na zawodowym ringu zadebiutował 22 lipca 1998 roku w Outrup, pokonując Czecha Jana Drobenę przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie. Początek jego kariery był bardzo udany – Sosnowski wygrał dziewiętnaście walk z rzędu i szybko zyskał opinię jednego z ciekawszych polskich pięściarzy wagi ciężkiej. Pierwszej porażki doznał w 2001 roku w Budapeszcie, gdy w dziewiątej rundzie został znokautowany przez Kanadyjczyka Arthura Cooka w walce o młodzieżowe mistrzostwo świata federacji WBC.
– W skrócie byłem zawodnikiem, który przeszedł z kickboxingu do boksu – opowiadał w wywiadzie opublikowanym w serwisie „Niezatrzymani”, przeprowadzonym przez Kamila Wolnickiego. – Jednak środowisko pięściarskie nie za bardzo tolerowało wtedy takich zawodników jak ja. Byłem jednak od razu bardzo szybko prowadzony, miałem dużo walk w pierwszym roku. Był pomysł na moją karierę. To tempo miało zrekompensować brak kariery amatorskiej.
Największy sukces przyszedł kilka lat później. 4 listopada A.D. 2006 zdobył pas mistrza świata federacji WBF, pokonując Lawrence’a Tauasę w RPA. W kolejnym roku obronił tytuł w walkach ze Steve’em Hereliusem i Manuelem Alberto Puchetą. Choć federacja WBF nie należała do najbardziej prestiżowych, pas ten pozwolił mu zaistnieć w międzynarodowym boksie zawodowym.
– Wygrałem, a później udało się zorganizować przygodę amerykańską i tam stoczyć kilka dobrych walk. Trenowałem w Anglii i w Las Vegas razem z Grzegorzem Proksą – wspominał, przepytywany przez Kamila Wolnickiego. – No ale przyszedł wypadek przy pracy, porażka z dobrym, twardym Zuri Lawrencem. Wróciłem do Europy.
W 2008 roku „Dragon”, jak go nazywają, odniósł jedno z najgłośniejszych zwycięstw w karierze, pokonując przed czasem Danny’ego Williamsa – boksera, który kilka lat wcześniej znokautował samego Mike’a Tysona. Rok później w Londynie zdobył mistrzostwo Europy EBU, wygrywając na punkty z Paolo Vidozem. Ten tytuł otworzył mu drogę do największej walki w karierze.
29 maja 2010 roku na Veltins-Arenie w Gelsenkirchen stanął naprzeciw mistrza świata federacji WBC, Witalija Kliczki. Dla Sosnowskiego była to szansa życia – starcie o najważniejszy pas w wadze ciężkiej. Polak stawiał opór przez dziewięć rund, ale w dziesiątej został znokautowany przez potężnego Ukraińca.
– Miałem dość spokojnie wprowadzić się w walkę, bo wiadomo, że Witalij mocno zaczyna i stara się pokazać siłę pięści – tłumaczył w rozmowie z Polskim Radiem. – Potem założyliśmy skrócenie dystansu, odpowiadanie na jego ciosy zdecydowanymi uderzeniami raz na górę, raz na dół, przeprowadzanie krótszych akcji. W ringu nie jest łatwo realizować taktykę, bo zmienia się rytm walki, dzieje się coś innego. Poza tym zacząłem boksować trochę po swojemu, nie do końca słuchając poleceń szkoleniowca. W ogóle od początku byłem zbyt spięty, później zabrakło mi siły i szybkości, gdzieś uciekła koncentracja.
– W końcu przymierzył i się wywróciłem – dodał. – Nie słyszałem podawanej punktacji. Dwie, może trzy rundy mogli mi przyznać, jednak po mojej twarzy widać, że przeciwnik bił celniej, więc nie mam specjalnie do nich pretensji.
Po tej walce kontynuował karierę jeszcze przez kilka lat. W 2011 roku przegrał przez nokaut w pojedynku o mistrzostwo Europy z Aleksandrem Dimitrenką, a później występował m.in. w brytyjskim turnieju Prizefighter. Ostatnie walki zawodowe stoczył w połowie następnej dekady. Po porażce z Łukaszem Różańskim w 2017 roku ogłosił zakończenie kariery.
Na bokserskiej emeryturze „Dragon” pozostał blisko sportu. Udziela się w mediach w roli eksperta i zajmuje się szkoleniem młodych zawodników oraz działalnością społeczną.
– Wiem, że boks jest sportem, który naprawdę świetnie się teraz rozwija, nie tylko pod względem tego, że są duże inwestycje w boks olimpijski, a w boksie zawodowym też powstają nowe grupy, ale przede wszystkim to fajna forma aktywności fizycznej dla każdego zdrowego chłopaka czy dziewczyny – opowiadał na łamach serwisu „Niezatrzymani”. – Tu jest wiele sportów w jednym, więc można się odstresować, można się nauczyć poprawić mobilność, mobilizację. No i zadawania ciosów. Ja poszedłem w tym kierunku, że założyłem swoją fundację Fight for Life i ta fundacja ma na celu wyciągnięcie ludzi z tych trudnych środowisk przez sport.
Albert Sosnowski sporadycznie pojawia się jeszcze w ringu w innych formułach. W ostatnich latach występował m.in. w tzw. freak fightach. W październiku 2023 roku na gali Clout MMA pokonał przez techniczny nokaut Remigiusza Gruchałę, walcząc w oktagonie w rękawicach do MMA. Brał też udział w nietypowych pojedynkach pokazowych, np. w walce z dwoma przeciwnikami jednocześnie podczas gali Clout MMA w 2024 roku. Z kolei w styczniu 2026 roku stoczył walkę dla federacji FEN, gdzie został znokautowany w pierwszej rundzie przez piłkarza ręcznego Damiana Kostrzewę.
Foto: Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0
Jestem publicystą sportowym z ponad 20-letnim doświadczeniem, specjalizującym się m.in. w historii bosku. Piszę o legendach pięściarstwa, rekordach i przełomowych walkach. Jestem autorem książek sportowych, tworzę serwis legendysportu.pl i przez wiele lat współpracowałem z WP SportoweFakty. W swoich tekstach stawiam na rzetelność i pasję - łączę dziennikarskie doświadczenie z głębokim zamiłowaniem do historii boksu, aby pokazać, jak dawni mistrzowie kształtowali oblicze dyscypliny, którą kochamy.
Dodaj komentarz