Ingemar Johansson. Wieczór, po którym Europa miała swojego mistrza

04/02/2026 • Aktualizacja: 04/02/2026 • Ziemowit Ochapski

Ingemar Johansson. Wieczór, po którym Europa miała swojego mistrza

Nigdy nie obronił pasa mistrza świata. Ale miał jeden taki wieczór, który wstrząsnął wagą ciężką.

Ingemar Johansson – kluczowe informacje

  • Pełne imię i nazwisko: Jens Ingemar Johansson
  • Przydomek: Ingo, The Hammer of Thor
  • Data urodzenia: 22 września 1932 roku
  • Data śmierci: 30 stycznia 2009 roku
  • Obywatelstwo: Szwecja
  • Styl walki: praworęczny
  • Wzrost: 1,83 m
  • Waga: ciężka
  • Liczba walk: 28
  • Zwycięstwa: 26, 17 KO
  • Porażki: 2

Olimpijska hańba

Helsinki, 1952 rok. Igrzyska olimpijskie. Ingemar Johansson ma dziewiętnaście lat i walczy w turnieju, który kończy się dla niego w sposób niemal upokarzający. Zostaje zdyskwalifikowany za pasywność w finałowym starciu z Edem Sandersem. Tłumaczy później, że realizował plan taktyczny, że był słabo przygotowany, że trener kazał mu oddać inicjatywę. Nikt nie chce tego słuchać. Ba, srebrny medal zostaje mu… odebrany. Dostanie go dopiero trzydzieści lat później.

To doświadczenie niemal kończy jego karierę, zanim ta na dobre się zacznie. Zawodnik znika na kilka miesięcy i poważnie myśli o rezygnacji z boksu. Wraca jednak – po cichu, bez żadnych deklaracji. Przechodzi na zawodowstwo i zaczyna regularnie wygrywać.

Ingo’s bingo

W połowie lat 50. „Ingo” staje się najgroźniejszym europejskim ciężkim. Nie dlatego, że dominuje fizycznie. Dlatego, że ma coś, czego nie da się wytrenować: prawą rękę, która kończy walki. Kibice nazywają to „Ingo’s bingo”. Jeden cios, jeden moment i pozamiatane.

Nokautuje Heina ten Hoffa w pierwszej rundzie. Zdobywa mistrzostwo Europy i broni je w konfrontacjach z Henrym Cooperem i Joe Erskinem. Stary Kontynent wreszcie ma ciężkiego, którego Ameryka musi potraktować poważnie.

We wrześniu 1958 roku Johansson dostaje walkę eliminacyjną z Eddiem Machenem – niepokonanym i wysoko notowanym Amerykaninem. Przed 50 tysiącami ludzi w Göteborgu Machen pada trzy razy w pierwszej rundzie. To nie jest sygnał. To jest deklaracja.

Upragniony tytuł

Nagle wszystko dzieje się szybko. Kontrakt. Nowy Jork. Floyd Patterson. Johansson nie zmienia się ani na moment. Trenuje w kurorcie, bywa w nocnych lokalach, nie jest ascetą. Dla Amerykanów to znak, że nie traktuje wyzwania serio. Zresztą kursy bukmacherskie mówią jasno: 5-1 dla Pattersona.

26 czerwca 1959 roku na Yankee Stadium w Nowym Jorku pierwsze rundy są spokojne. Johansson cofa się i bada dystans. Patterson naciera. I wtedy, w trzeciej odsłonie, dzieje się coś, co przechodzi do historii królewskiej dywizji. Patterson odsłania się na ułamek sekundy, a Johansson trafia krótkim prawym.

Mistrz świata pada. Wstaje. A potem znów pada. I jeszcze raz. Siedem nokdaunów w jednej rundzie. Sędzia przerywa walkę.

Europa ma mistrza świata wagi ciężkiej. Pierwszego od ponad ćwierć wieku. „Ingo” zostaje bohaterem międzynarodowym – jedynym nie-Amerykaninem, który kiedykolwiek dostał Hickok Belt. Okładki, filmy, paparazzi. Szwecja wita go jak króla.

Rewanż i trzecia walka

Ale rok później Patterson wraca po swoje. Jest inny. Skupiony. Zdeterminowany. Johansson wręcz przeciwnie. Patterson trafia potężnym lewym, a Szwed pada na deski. Jest nieprzytomny. Leży długo, zbyt długo. Pas wraca do Amerykanina.

W 1961 roku dochodzi do ich trzeciego starcia. „Ingo” jeszcze raz posyła Pattersona na deski, lecz sam szybko gaśnie. Zostaje zatrzymany w szóstej rundzie. To już nie jest potencjalny mistrz świata. To ewidentnie człowiek po swoim prime time.

Koniec kariery

Dlatego „Ingo” wraca do Europy, gdzie jeszcze raz zdobywa tytuł mistrza kontynentu. Jednak coś się zmieniło. W 1963 roku, po walce z Brianem Londonem, którą wygrywa na punkty, ale kończy nokdaunem w ostatnich sekundach, widzi swoje zdjęcie na pierwszej stronie szwedzkiej gazety, gdzie jest zamroczony i chwyta się lin. To wystarcza. Dzień później rezygnuje z pasa i kończy karierę.

Na emeryturze nie odcina się od sportu, ale też nie żyje nim obsesyjnie. Gra w filmach, inwestuje w biznesy w Szwecji i w Stanach Zjednoczonych, współorganizuje gale bokserskie oraz utrzymuje bliską przyjaźń z Floydem Pattersonem. Jest aktywny fizycznie, biega maratony. Dopiero ciężka choroba – Alzheimer – stopniowo wycofuje go z życia publicznego.

Ingemar Johansson umiera 30 stycznia 2009 roku w wieku 76 lat jako najstarszy żyjący mistrz świata wagi ciężkiej.

Foto: Wikimedia Commons CC BY-SA 3.0

5/5 - (1 vote)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ziemowit Ochapski

Jestem publicystą sportowym z ponad 20-letnim doświadczeniem, specjalizującym się m.in. w historii bosku. Piszę o legendach pięściarstwa, rekordach i przełomowych walkach. Jestem autorem książek sportowych, tworzę serwis legendysportu.pl i przez wiele lat współpracowałem z WP SportoweFakty. W swoich tekstach stawiam na rzetelność i pasję - łączę dziennikarskie doświadczenie z głębokim zamiłowaniem do historii boksu, aby pokazać, jak dawni mistrzowie kształtowali oblicze dyscypliny, którą kochamy.

Używamy plików cookie do personalizowania treści i reklam, udostępniania funkcji mediów społecznościowych i analizowania naszego ruchu. Udostępniamy również informacje o korzystaniu z naszej witryny naszym partnerom w zakresie mediów społecznościowych, reklam i analiz.
Akceptuj