Problemy boksu zawodowego

O tym, że boks od jakiegoś czasu przeżywa kryzys słyszeliśmy nie raz. Ale co powoduje ten kryzys i skąd się wziął? Odpowiedzi są bardzo oczywiste. To nie jest w pełni wina bokserów, którzy swoją słabą postawą powodują, że kibice wolą oglądać pojedynki mieszanych systemów walk. Wystarczy porozmawiać z osobą średnio interesującą się boksem, a odpowiedzi przyjdą same. Ludzie nie potrafią wymienić wszystkich organizacji bokserskich, i tych które są prestiżowe, a które nie. Nie znają nazwisk mistrzów i tego który tak naprawdę jest najlepszy, a który naciągany. Nie rozumieją dlaczego raz słyszą, że Manny Pacquiao jest mistrzem w sześciu kategoriach wagowych, a raz, że w ośmiu. Pytają dlaczego tak jest?

No właśnie, tak oto wyłaniają się najważniejsze problemy i przyczyny owych problemów w boksie zawodowym. Jednym z nich jest namnożenie się organizacji i federacji bokserskich. Gdy w latach 80-tych pojawiła się trzecia federacji – IBF,  i wszyscy myśleli, że to wystarczająco dużo, to potem utworzono jeszcze WBO, która także urosła do miana tych najważniejszych. Trudno o miano niekwestionowanego mistrza świata, skoro jest aż cztery organizacje bokserskie i po trzech mistrzów w każdej kategorii wagowej.

Drugim aspektem jest fakt, że zarówno pięściarze jaki ich promotorzy, nie kwapią się do walk unifikacyjnych. Każdy mistrz jest jak maszynka do robienia pieniędzy, więc jak się już uda zdobyć ten jeden pas, to bronią go jak własne dziecko, starając się go nie stracić, choćby w pojedynku unifikacyjnym. Ludzie w ogóle nie łapią się w tym wszystkim, bo boks żyje wielkimi walkami i wielkim czempionami, i to oni zawsze przyciągali tłumy. Dziś przeciętnie interesujący się boksem człowiek, nie wie kto jest najlepszym z trzech mistrzem w danej kategorii wagowej. Boks zawodowy rozmienił się na drobne, a kibice gubią się w tym.
Dla porównania dawniej było osiem kategorii wagowych i osiem mistrzów! Dziś jest 17 kategorii wagowych i kilkudziesięciu mistrzów, w tym “złotych”, “srebrnych” i “diamentowych”. Nie trudno się domyślić, że ilość nie idzie w parze z jakością. Nikt nie jest wstanie tego ogarnąć. Dawniej był tylko jeden czempion i wszyscy o nim wiedzieli i słyszeli, nawet jak pojawiły się federacje WBC i WBA, to szybko dochodził do konfrontacji i wyłonienia tego jedynego mistrza.

Czy rzeczywiście spadek ilości mistrzów niesie za sobą spadek wpływających pieniędzy do kas promotorów, jak i samych pięściarzy? Nie sądzę. Wyłonienie pretendenta do walki o miana niekwestionowanego mistrza świata, może by równie ekscytujące, co sama walka o tytuł. Może nieść za sobą niezwykle duże zainteresowanie, i co za ty idzie – pieniądze. Tak było dawniej, a przykładem są tacy pięściarze jak Jake LaMotta czy Rocky Graziano, którzy nie należą do utytułowanych bokserów, a jednak byli marką w swoim czasie gromadząca widownię i pieniądze. Staczali niezapomniane walki o mistrzostwo, stali się legendami mimo, że zbyt długo nie posiadali pasa. Czy obecnie ludzie nie chcieli by zobaczyć walk czołówki wagi ciężkiej; Povetkina z Adamkiem, czy Arreoli z Bojcowem lub Hayem?

Dziś całe środowisko bokserskie zdaje się działać według zasad: czym więcej tym lepiej. Nie wiem czy działacze organizacji nie grzeszą inteligencją, czy po prostu nie chodzi im o sport i wysokiej klasy boks, a tylko o pieniądze. Przecież tak nie wiele trzeba, aby tą całą sytuację poprawić. Wystarczy choćby to, aby IBF, WBC i WBA podpisały jakieś wiążące umowy co do obowiązkowych walk unifikacyjnych po między mistrzami tychże federacji. Czy to tak dużo? Na razie pozostaje nam wszystkim czekać na jakieś rozsądne ruchu ludzi, którzy rządzą i decydują o lasach boksu zawodowego. Może doczekamy się wspaniałych czempionów i walk, które przywrócą dawną świetność boksu.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *