Tyson Fury wrócił z bokserskich zaświatów

Emocje opadły i można chłodnym okiem spojrzeć na to co się stało w ubiegłą sobotę w Staples Center w Los Angeles. Moim skromny zdaniem, byliśmy świadkami świetnej, z punktu widzenia sportowego, walki! A wcale tak nie musiało być. Mało tego, dla wielu tak szybkie rzucenie Fury’ego na głęboka wodę po długiej przerwie i problemach życiowych i zdrowotnych, było skokiem na kasę. Mało kto wierzył w wygraną Brytyjczyka, raczej obstawiano rundę w której Deontay Wilder znokautuje byłego mistrza. Bo przecież Tyson Fury miał rozbrat z boksem na 2,5 roku. W tym okresie borykał się z problemami z używkami, potem się załamał i miał depresję i w końcu przytył do 180 kg. I mimo powrotu, to w walkach z przeciętnymi rywalami wypadł tak samo przeciętnie jak oni sami. Jak można było sądzić, że po czymś takim, w walce z potwornym królem nokautu, może mieć jakieś realne szanse? Jednak życie i sport pisze własne scenariusze. Pierwszy od lat pogromca Władimira Kliczki pokazał, że zbyt wcześnie wszyscy go skreślili. W trakcie walki  z Wilderem przypomniał sobie jak się boksuje i znowu nabrał pewności co do swoich umiejętności. W zasadzie narzucił swój styl walki, może za dużo się popisywał ale przecież taki jest Tyson Fury i za to go lubimy.

Ale cały ten obraz mógł prysnąć w każdej chwili, wystarczyło przecież jedno mocne trafienie Amerykanina, żeby cały zachwyt przerodził się w rozczarowanie. I tak się się stało, runda 9 i pierwsze liczenie. Jednak wstał i walczył dalej. No i legendarny już nokdaun w ostatniej 12 rundzie, kiedy to 99% oglądających było przekonanych, że to koniec walki i koniec tej mrzonki o pięknym powrocie na szczyt. Jak sam Fury powiedział po walce, że chyba Bóg pomógł mu wstać, bo on na przekór wszystkim i Wilderowi, który już odbywał swój zwycięski taniec, wstał i w świetnym stylu dokończył pojedynek.

Jak wiemy walka zakończyła się remisem, ale w oczach kibiców i znawców boksu, to charyzmatyczny Brytyjczyk wyszedł z tego boju zwycięsko.  Powrócił z bokserskich zaświatów, gdzie już nie dawano mu szans na powrót do najwyższej formy. Potem w walce, gdy nie powinien już wstać, będąc już przegranym w oczach większości, gdy wszyscy pomyśleli sobie; „no tak, to musiało tak się skończyć”, on tak nie pomyślał, wstał i walczył dalej. Świadczy to tylko o niezwykłej determinacji i sile woli tego, wydawało by się, mało poważnego człowieka. Pozory mylą! Tyson Fury, to kawał świetnego odpornego fizycznie i psychicznie boksera, który czy to w rewanżu z Wilderem czy w walce z Joshuą, może ponownie zostać niekwestionowanym mistrzem świata wagi ciężkiej.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *