Ringowi wojownicy – Arturo Gatti

Są pięściarze, którzy przechodzili do historii nie ze względu na ilość tytułów mistrzowskich, finezję w ringu czy nieskazitelny rekord, ale dzięki waleczności, odwadze, determinacji i widowiskowemu stylu walki. Właśnie takim bokserem był Arturo Gatti – prawdziwym ringowym wojownikiem. Urodzony (15.04.1971) we Włoszech pięściarz, do ringu wchodził zawsze po to, aby dać świetna walkę kibicom, nie bacząc na własne zdrowie. ..on po prostu lubił się bić! A o jego walkach niech poświadczą wyróżnienia magazynu The Ring, który aż czterokrotnie uznawał walki z udziałem Gattiego, za walki roku! Walki z udziałem Gattiego oglądało się na stojąco!

Karierę zawodową rozpoczął w 1991 roku, po tym jak zrezygnował z udziału w Igrzyskach Olimpijskich w reprezentacji Kanady – kraju w którym się wychował. Jego menadżerem został przyjaciel Pat Lynch. Pierwszych kilka walk Gatti wygrał bez problemu, w tym z Luisem Melendezem, nokautując go w 19 sekundzie pojedynku, co było rekordem w stanie Filadelfia. Jednak już w siódmym starciu doznał porażki na punkty, ale to w żaden sposób nie zatrzymało kariery Arturo Gattiego. Wygrał kolejnych 10 walk, w tym 9 przed czasem. W międzyczasie podpisała kontrakt z Main Events.
W czerwcu 1994 roku pokonując już pierwszej rundzie Pete Taliaferro, zdobył pas USBA kategorii super piórkowej. Po dwóch obronach przeszedł do wagi lekkiej, gdzie po kilku zwycięstwach, 15 grudnia 1995 roku, dostał szanse walki o mistrzostwo. Rywalem był Tracy Harris Patterson, przybrany syn legendarnego czempiona wagi ciężkiej – Floyda Pattersona.  Gatti wygrał zdecydowanie na punkty i zdobył pas mistrzowski IFB, podpisując również kontrakt z telewizją HBO.
Pierwsze ringowe wojny

W pierwszej obronie spotkał się w ringu z Wilson Rodriguez, w walce o której mówili wszyscy. Już po drugiej rundzie „Thunder”(Grzmot) jaki przydomek zdobył Gatti, miał zapuchnięte oba oczy i był liczony(po raz pierwszy w karierze). Wydawało się, że passa zwycięstw pięściarza włoskiego pochodzenia może zostać przerwana, ale nie! Walka przekształciła się w wojną i polegała głownie na zasadzie; przyjąć cios na szczękę i oddać mocniej. W czwartej rundzie Gatti przyjął kilkanaście prawdziwych bomb, po których wielu by padło…ale nie on, on przyjmował i oddawał. W piątej rundzie po lewym pod prawy łokieć to jego rywal był liczony. W szóstej rundzie z całkowicie zamkniętym prawym okiem, Gatti trafił przeciwnika straszliwym lewym sierpowym, po którym ten już nie wstał. Pojedynek był nominowany do walki roku.

Gatti jak dawni mistrzowie poza walkami w obronie pasa staczał także pojedynki „no title”. Trzecia obrona z Gabrielem Ruelasem, nie wiele ustępowała tej z Rodriguezem i z całą pewnością spowodowała więcej emocji niż główna walka wieczoru Lennoxa Lewisa z Andrzejem Gołotą. Na szczęście Gatti w tej walce więcej ciosów zadawał niż przyjmował. Ale pod koniec 4 rundy dał się zaskoczyć podbródkowym i był zamroczony. Gatti mimo próśb trenera, aby nie wdawał się w wojnę, robił swoje..czyli się bił. W piątej rundzie serią sierpów powalił Ruelasa na deski. To był nokaut roku!
Po tym pojedynku Arturo Gatti przeniósł się do wagi lekkiej i w pierwszym pojedynku w nowej kategorii, spotkał się z Angelo Manfredy’m, była to pierwsza walka Gattiego w 1998 roku, i pierwsza porażka od 1992 roku. I mimo, że Gatti w trzeciej rundzie wylądował na deskach, nie przegrał z rywalem, lecz z potwornym rozcięciem nad lewym okiem, które z rundy na rundę wyglądało co raz gorzej. W ósmej odsłonie sędzia zatrzymał pojedynek. Zapuchnięta twarz i skłonność do rozcięć na twarzy, stały się normą w pojedynkach Gattiego.
Kolejny wielki bój Gattiego to pojedynek z Ivanem Robinsonem z sierpnia 1998 r. Już pierwsza runda przypominała tą ze starcia Thomasa Hearnsa z Marvinem Haglerem. Cała walka oczywiście była kolejną wojną. Robinson wylądował na deskach w 4 rundzie, jednak to on zadawał więcej celnych ciosów. W rundzie szóstej wydawało się, że złamie Gattiego, który chwiał się po kolejnych seriach, ale Gatti nawet na skraju nokautu jest śmiertelnie niebezpieczny i po chwili to Robinson walczył o to, aby nie wylądować na deskach. Podobna sytuacja nastąpiła w ostatniej 10 rundzie, kiedy to zbierający prawie wszystkie ciosy na głowę Gatti, skontrował i omal nie zakończył walki przed czasem. Mimo niejednogłośnej decyzji sędziów o porażce „Thundera”, trzeba było przyznać, że Gatti był nieco słabszym bokserem. Pojedynek został wybrany walką roku. Była to druga porażka z rzędu Kanadyjczyka włoskiego pochodzenia, lecz nikt nie miał o to pretensji do Gattiego, gdyż po raz wtóry w ringu zostawił serce i dał niesamowite widowisko.
Gdy w rewanżowym starciu z Ivanem Robinsonem, po zaciętej walce Gatti doznał trzeciej porażki z rzędu, wydawało się, że jest na równi pochyłej, że po tylu ciężkich bataliach i przyjętych ciosach, nie będzie już wstanie reprezentować wysokiej klasy. Ale Gatti nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przeniósł się do kategorii wyższej(junior półśredniej), a następnie do półśredniej gdzie tam czekał na niego „Golden Boy” czy Oscar De La Hoya. Do walki między obydwoma pięściarzami doszło 24 marca 2001 roku. De La Hoya był zbyt inteligentnym bokserem, aby przyjąć warunki Gattiego i pójść na wojnę, gdzie tam mógł oberwać. Ale i tak Gatti kilkukrotni spowodował, że obaj pięściarze wdawali się w ostrą wymianę nie bacząc na obronę, co w przypadku De La Hoyi było rzadkością. Mimo, że Amerykanin jako pierwszy zapoznał się z siłą ciosu Gattiego, to jednak to on posłał rywala na deski już w pierwszej rundzie. W kolejnych rozbił zupełnie twarz Gattiemu, i w piątej odsłonie narożnik rzucił ręcznik w geście poddania. To była jak do tej pory najsromotniejsza porażka Gattiego.

Gatti vs Ward

W roku 2002 doszło do legendarnych już konfrontacji Gattiego z innym ringowym wojownikiem – Mickym Wardem. Sam Gatti mówił: „Zawsze mówiłem, że najcięższą walkę w życiu stoczę przeciwko komuś takiemu jak ja. I wiecie co? Ten sukinsyn jest dokładnie moją kopią!” Trzy niesamowite pojedynki pod rząd, stały się jedną z największych bokserskich trylogii. Dwie z trzech wojen zostały uznane walkami roku przez magazyn The Ring. Emocje były niewiarygodne. Pierwsza ich konfrontacja odbyła się 18 maja 2002 roku. Ward był raczej uważany za boksera z drugiego rzędu, choć serca do walki mu nie brakowało, natomiast Arturo był nadal klasowym bokserem choć bardzo rozbitym, przez co nie wróżono mu już wielkich sukcesów na ringu. Już w pierwszej rundzie Mickey Ward doznał rozcięcia nad prawym okiem. Wydawało się, że Gatti kontroluje pojedynek, nie w swoim stylu starał się unikać niepotrzebnych wymian z twardy rywalem i trzymać go na dystans. Pod koniec 4 rundy Gatti stracił punkt za bardzo silny cios po niżej pasa. Jednak wydawał się, że wszystko nadal idzie po jego myśli, do końcówki 5 rundy, kiedy to obijany Ward, wykorzystał moment nieuwagi Gattiego i skontrował serią ciosów, po których Gatti się zachwiał. W szóstej odłsonie Gatti odzyskał swój rytm, i choć co jakiś czas przyjmował cios Warda, to zadawał ich więcej. W końcówce 8 rundzie Gatti ponownie dał się kil karzy mocno trafić i na przerwę odchodził na miękkich nogach. Na początku kolejnej rundy Micky Ward poczęstował Gattiego swoją specjalnością czyli lewym pod prawy łokieć, po którym Gatti uklękną i był liczony. Gdy Gatti wstał Ward rzucił się do huraganowego ataku, ale „Thunder” wybronił się, a walka zamieniła się w obraz jaki dobrze znają fani Arturo Gattiego, czyli niesamowitą wojnę na wyniszczenie. Co chwilę sytuacja się zmieniła, raz jeden walczył o przetrwanie raz drugi. Ostatnie trzy rudny wygrane przez Warda zadecydowały, że decyzją większość dwa do remisu wygrał pięściarz irlandzkiego pochodzenia.
Do rewanżu doszło już niecałe 4 miesiące później. Arturo Gatti wyciągnął wnioski i tym razem wypunktował Micky Warda, choć nie obyło się bez efektownych wymian z obu stron. Jednak tak jak w przypadku walk Alego z Frazierem, musiało dojść do trzeciej decydującej konfrontacji. Zabiegał o to Ward, który oznajmił też, że będzie to jego ostatni pojedynek w karierze(i tak się stało). Za walkę bokserzy otrzymali 3 mln dolarów do podziału. Pojedynek nie zawiódł. Gatti świetnie rozpoczął walkę, przeważał w pierwszych trzech rundach. Zwrot akcji nastąpił w czwartej odsłonie, kiedy po prawym w biodro Warda, Gatti się skrzywił i opuścił prawą rękę..jak się okazało złamaną. W narożniku  Buddy McGirt zapytał Gattiego czy ma przerwać walkę, ten odparł mu, że nie. Przez kolejne rundy prawej ręki używał sporadycznie, a mimo tego atakował i odpierał ataki Warda. Jednak w końcówce 6 odsłony Gatti dał się trafić lewym sierpem i wylądował na deskach, na szczęście dla niego było to niemal równo z gongiem. Siódma runda to wojna na wyniszczenie cios za cios, bardzo zmęczony Ward momentami się chwieje, ale nadal zadaje silne ciosy na szczękę Gattiego, który w ferworze walki chyba zapomina tez o bólu i bije serie z użyciem prawek ręki. Mimo, prób zmiany losów pojedynku przez Micky’ego Warda, ostatnie rundy wygrywa Gatti. W ostatniej rundzie, 20 sekund przed końcem, publiczność wiwatując na stojąco podziękowała pięściarzom, którzy resztką sił zadawali ciosy.  Po gongu kończącym tą niesamowitą trylogię obaj bokserzy uściskali się i podziękowali sobie za jedne najbardziej zaciętych walk w historii.  Micky Ward i Arturo Gatti poza ringiem zostali przyjaciółmi.
Zdobycie mistrzostwa w junior półśredniej
Mimo tak wielu ciężkim walk, Gatti nadal utrzymywał świetną formę, po walkach z Wardem zdobył wakujący pas WBC w wadze junior półśredniej, wygrywając z niepokonany wówczas Gianluca Branco. Pasa udanie bronił dwa razy, wygrywając przez KO z byłymi mistrzami – Leonardem Dorinem i Jesse’m Jamesem Leiją
25 czerwca 2005 roku w swojej trzeciej obronie Arturo Gatti spotkał się w ringu z Floydem Mayweatherem Jr., już wtedy mistrzem w trzech kategoriach wagowych i najlepszym bokserów bez podziału na kategorie wagowe. Mayweather przeważał w tym starciu szybkością i sprytem i już w pierwszej rundzie posłał rywala na deski, lecz wynikało to z błędu sędziego ringowego i nie sportowego zachowania Mayweathera. Floyd uderzył po komendzie „no punch”, a po chwili wykorzystał niekonsekwencję ringowego i wypalił lewym na szczękę Gattiego, który w tym momencie nie bronił się, a wpatrywał się ze słusznymi pretensjami na sędziego. To zdarzenie bardzo poirytowało Gattiego. Kolejne rundy to zdecydowana przewaga genialnego Mayweathera, czego konsekwencją było poddanie Gattiego po szóstej rundzie.
 
Zmierzch kariery

Kanadyjczyk włoskiego pochodzenia wrócił na ring w styczniu 2006 roku wygrywając przed czasem z niepokonanym Thomasem Damgaardem, zdobywając przy okazji nieistotny pas IBA w wadze półśredniej. Dobry występ 34-letniego Gattiego sprawił, że dostał jeszcze jedną szansę zdobycia tytułu mistrzowskiego. W lipcu 2006 roku zawalczył o pas WBC kategorii półśredniej z Carlosem Manuelem Baldomirem. Gatti jak zwykle oddał na ringu serce, ale to nie wystarczyła, starcie przegrał przed czasem w 9 rundzie. Było jasne, że kariera „Thundera” skończy się, lecz ten mimo sprzeciwu swego menadżera Pata Lyncha, chciał jeszcze zawalczyć. I tak rok później Gatti jeszcze raz wszedł po miedzy liny, tym razem z Alfonso Gomezem. Niestety uległ po raz kolejny przed czasem, nie pomógł mu nawet nowy trener w postaci samego Micky Warda. Z rekordem 40(31 KO)-9-0, Artur Gatti ostatecznie zakończył przygodę z boksem.

Zagadkowa śmierć
Arturo Gatti miał plany na przyszłość, chciał zajmować się młodzieżą i być promotorem, był odważnym i wielkim wojownikiem, nigdy się nie poddawał, tym bardziej kibiców i jego przyjaciół zszokowała wiadomość o samobójstwie Gattiego. 11 lipca 2009 r.  bokserski świat obiegła ta dramatyczna wiadomość. Jednak okoliczności śmierci Gattiego nie są wyjaśnione do dziś. Główną podejrzaną o przyczynienie się do śmierci Gattiego jest jego żona, która odziedziczył po mężu całą fortunę i nie mogła wyjaśnić tego, że przez 10 godzin nie zauważyła śmierci swego męża. Do tego tragicznego zdarzenia doszło w hotelu podczas wakacji w Brazylii, na których był wraz z żoną i 10 miesięczny synem, Gatti miał się powiesić w łazience na pasku od torebki.

Dla kibiców Gatti zawsze będzie jednym z największych ringowym wojowników, a do jego walk będzie się wracać tak samo jak do słynnych potyczek Sugara Raya Robinsona z LaMottą czy Alego z Frazierem

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *